a a a

VIDOVDAN 2014 Pavle

 

W 1914 roku przyszedł na świat Pawle, późniejszy patriarcha serbski, człowiek, którego jeszcze za życia wielu nazywało świętym. Teolog, asceta, mnich a przede wszystkim pasterz, który prowadził wiernych przez swoje nauczanie i przykład własnego życia. W czasie swojej patriarszej intronizacji w 1990 roku podkreślił, że jego jedynym celem będzie głoszenie Ewangelii. Odchodząc do Pana w listopadzie 2009 roku pozostawił po sobie żywe dziedzictwo homilii, licznych artykułów, pism i komentarzy a także zapisaną własnym życiem i przykładem księgę o świętości, do której jest zdolny człowiek. Patriarcha Pawle często powtarzał: „Bądźmy ludźmi”. Celem tegorocznych wykładów na festiwalu Vidovdan jest prezentacja teologicznego i duchowego dziedzictwa myśli patriarchy Pawle i refleksja nad rolą człowieka wierzącego we współczesnym świecie. Fundamentem rozważań nad antropologią prawosławną w nauczaniu patriarchy niech staną się jego słowa: „Nie wybieraliśmy sobie kraju, w którym się urodziliśmy, nie wybieraliśmy narodu, do którego przynależymy, ani też czasu, kiedy przyszliśmy na świat, lecz wybieramy jedno: czy będziemy ludźmi czy nieludźmi”.

 


O życiu Patriarchy Pawła opowiedzą biskup Antoni- wychowanek patriarchy i ojciec Milutin Timotijević, który przez 35 lat był najbliższym współpracownikiem Patriarchy Pawła.




 


15 listopada 2009 roku, po przyjęciu Świętej Eucharystii, spokojnie zasnął w Panu patriarcha serbski Paweł. Odszedł wzór wszelkich cnót, pasterz dobry i żywa ikona Chrystusa. Do Królestwa Niebieskiego przybył godny następca i naśladowca świętego Sawy. Na ziemi pozostała pustka, którą zapełnia modlitwa i nauki patriarchy, które dla wielu są najcenniejszym drogowskazem. We wrześniu skończył 95 lat. Od prawie dwóch lat przebywał w szpitalu na leczeniu.
Patriarcha Paweł żył w ciężkich czasach. Urodził się w 1914 roku w biednej serbskiej wiejskiej rodzinie. W wieku trzech lat został sierotą, wychowywała go ciotka. Mały Gojko (takie imię dostał na chrzcie) był chorowitym i jak później sam o sobie mawiał „słabiutkim chłopcem”. Uczył się jednak bardzo dobrze, co zostało zauważone i ze względu na wspaniałe wyniki umożliwiono mu ukończenie dwustopniowego gimnazjum, a następnie seminarium w Sarajewie. Studia teologiczne przyszły patriarcha rozpoczął na Uniwersytecie w Belgradzie. Po wybuchu drugiej wojny światowej młody Gojko pracował jako nauczyciel wśród dzieci uciekinierów z Bośni.
Późną jesienią 1944 roku Gojko ratuje małego chłopca, który topił się w rzece. Wskutek wyziębienia podupada na zdrowiu i w konsekwencji zapada na gruźlicę. Choroba postępuje szybko, lekarze dają mu trzy miesiące życia. Szykując się na śmierć, zatrzymuje się w monasterze. Pan Bóg jednak szykuje mu inny los. Gojko odzyskuje zdrowie, ale nie opuszcza już monasteru. W 1948 roku składa śluby zakonne i przyjmuje imię Paweł. Wyjeżdża do Kosowa, gdzie w Prizren zostaje wykładowcą w tamtejszym seminarium. Od 1955 roku przebywa na studiach podyplomowych w Atenach. To właśnie w Grecji 29 maja 1957 roku archimandryta Paweł otrzymuje wiadomość o wyborze na biskupa. Ma zostać ordynariuszem diecezji raszko-prizrenskiej, czyli Kosowa i Metochii.
Z Kosowem patriarcha Paweł zwiąże się na całe życie. Diecezją zarządza przez prawie 34 lata. Był to trudny czas dla Cerkwi w komunistycznej Jugosławii. Sytuacja w Kosowie była szczególnie skomplikowana. Kolebka serbskiego narodu coraz mniej przypominała lata dawnej świetności. Mniejszość albańska stopniowo stawała się większością, a komunistyczne władze sprzyjały umniejszaniu znaczenia prawosławia i Serbów. Zaczynały się ujawniać separatystyczne dążenia Albańczyków.
Biskup Paweł swą skromnością, czystością serca i jasnymi intencjami szybko zjednał sobie Kosowo. Szanowali go nie tylko prawosławni, ale też muzułmanie i komuniści. Żył zgodnie z Ewangelią i tak jak jego naród: skromnie i uczciwie. Nie miał samochodu. – Skoro naród może autobusem, mogę i ja – mawiał, a wszystkim co miał dzielił się z potrzebującymi. Nigdy nie unikał kontaktu z ludźmi, wszędzie chodził na piechotę, bez lęku, choć w Prizren przeżył dwa zamachy na swoje życie. Ciężko raniony nożem przez albańskiego ekstremistę nie złożył skargi, a proszony o rozpoznanie sprawcy, odmówił. – Ja mu przebaczyłem, niech i Bóg mu wybaczy – miał powiedzieć.
Mimo ciężkich czasów budował i remontował świątynie w Kosowie i Metochii, dużo pisał i tłumaczył, zajmował się wydawaniem cerkiewnej literatury. Służył Bogu i ludziom całym sobą i nic właściwie nie zmieniło się po 1 grudnia 1990 roku, kiedy arcybiskup Paweł został wybrany na 44 patriarchę serbskiego. Wyboru dokonano według apostolskiej tradycji, tzn. poprzez losowanie. Imiona trzech kandydatów zostały włożone do kopert, koperty do Ewangelii. Po modlitwie i przyzwaniu Ducha Świętego wyciągnięto kartę z napisem „Pavle”. Na intronizacji nowy patriarcha mówił: – Słabych sił jestem, to wszyscy wiecie. Ale ja w nich nadziei nie pokładam. Nadzieję pokładam w waszej pomocy i jeszcze raz podkreślam, w Opatrzności Bożej, która do tej pory mnie podtrzymywała. Niech ten wybór będzie na sławę Bożą i na korzyść Jego świętej Cerkwi oraz umęczonego naszego narodu w tych ciężkich czasach. Nie mam żadnego planu działalności patriarchy. Mój jedyny plan to Ewangelia Chrystusowa.

We wrześniu 2001 roku wyjechałem do Belgradu na studia teologiczne. Możliwość studiowania, zakwaterowanie i wszystko co potrzebne do życia otrzymałem dzięki błogosławieństwu patriarchy Pawła. Dziś nie tylko jestem mu wdzięczny za to, że mnie wtedy przyjął i pomógł w Serbii, ale i jestem wdzięczny Bogu za to, że mogłem przez pewien okres żyć obok takiego człowieka. Patriarcha, mimo podeszłego wieku, każdego przyjmował i każdemu pragnął poświęcić choćby chwilę uwagi. Zapamiętałem go jako ciepłego i troskliwego starca, prawdziwego duchowego ojca. Po naszym pierwszym spotkaniu w patriarchacie minął prawie rok. Patriarcha służył św. Liturgię w akademickiej kaplicy. Wychodząc zauważył mnie w tłumie i zapytał: – Mihailo, czy Serbowie przyjęli cię jak syna?
Najważniejsza była ta wielka miłość, którą rozlewał wokół siebie. Wszyscy mieli poczucie, że patriarcha Paweł jest ich dobrym ojcem, że się o nich troszczy, że dla wszystkich chce jak najlepiej. Nie trzeba było go znać, wystarczyło być blisko niego, a człowiek czuł się lepiej, czuł wielką łaskę i przyjemność z obcowania z tym małym i niepozornym fizycznie, ale wielkim duchowo i moralnie serbskim patriarchą.

Przez dziewiętnaście lat pełnił funkcję największego dostojnika serbskiej Cerkwi, nie zmieniając swego życia i pozostając wiernym mniszym zasadom i ślubom ubóstwa. Żył skromnie, nigdy nie przywiązywał wagi do rzeczy materialnych. Jako studenci spotykaliśmy go w tramwaju, gdy jechał na nabożeństwa. Spotykaliśmy go w sklepie i na poczcie, gdzie sam załatwiał swoje sprawy. Znali go i szanowali wszyscy. Belgradczycy przyzwyczaili się, że „Nasz Paja”, jak zwykli o nim pieszczotliwie mawiać, żyje razem z nimi i dzieli ich codzienne troski. Cenił pracę fizyczną. Znał szewski fach, toteż zawsze sam naprawiał swoje buty, nigdy nie miał kucharza ani sprzątaczki, nie korzystał z telewizora ani radia, bo jak mawiał: – To strata czasu, a jeśli się coś ważnego wydarzy, ludzie zaraz mi powiedzą.
Ale życie patriarchy nie było wcale zwyczajne czy proste. Ono było święte. Święte w każdej chwili i każdym miejscu. Patriarcha Paweł przez ponad 50 lat życia każdy dzień zaczynał Świętą Liturgią. Każdego dnia o 5.30 rano zaczynał dzień słowami: Błogosławione Królestwo Ojca i Syna i Świętego Ducha… Przyzywał imienia Trójcy i przenosił Królestwo Niebieskie na swój naród, swoją Serbię. I tak codziennie… Niektórzy mówią, że patriarcha Pawle żył Eucharystią, żył z Chrystusem i w Chrystusie.
Okres zasiadania na patriarszym tronie pokrył się ze straszną historią serbskiego narodu, rozpadem Jugosławii, wojnami domowymi, utratą Kosowa. Przy tym bieda, głód i poniżenie stały się udziałem Serbów i innych narodów na Bałkanach. Patriarcha stał na straży godności i człowieczeństwa, zawsze otwarcie przeciwstawiał się złu i ślepemu nacjonalizmowi. O tym co myśli o wojnie dobitnie powiedział w jednym z wywiadów: – Niektórzy zarzucają mi, że popieram ideę Wielkiej Serbii, więc im mówię: wolę, żeby ta Wielka Serbia, a nawet i mała Serbia, przestały istnieć, jeśli ceną jest nasze nieludzkie postępowanie. Jeśli cały nasz naród ma zginąć, to niech tak będzie, bo lepiej zginąć jak ludzie, niż przetrwać jak nieludzie. I jeśli to ja miałbym być ostatnim Serbem, to nie chcę przetrwać, jeśli ceną jest nieludzkie, niegodne człowieka postępowanie.
Zawsze cichy i skromny stał się dla współczesnych mu prawdziwą ostoją i nauczycielem. Serbowie ufali mu i wierzyli. Był największym autorytetem w swoim kraju. Umarł spokojnie we śnie 15 listopada 2009 roku. Wcześniej przyjął Ciało i Krew Zbawiciela.

Życzeniem patriarchy był skromny i cichy pogrzeb. Pragnął odejść tak jak żył, jak sam mówił, tak „by nie robić innym zbędnych kłopotów”. Jednak pogrzeb patriarchy pokazał, jak ważną osobą był w życiu swego narodu. Pokazał, jak wielkie znaczenie miały jego trud i modlitwa.
W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział prawie milion ludzi. W samym Otpiewaniu uczestniczyło sześćset tysięcy wiernych. Przez cztery dni ludzie oddawali cześć swojemu patriarsze w sobornej cerkwi św. Archanioła Michała. Kolejka ciągnęła się kilometrami. Wierni czekali od siedmiu do dziesięciu godzin, by ostatni raz podziękować i pokłonić się swemu duchowemu ojcu. W dniu pogrzebu Belgrad zatopił się w ciszy i smutku. Po Zaupokojnej Liturgii ponadpółmilionowy tłum odprowadził swego patriarchę do cerkwi świętego Sawy. Idąc w kondukcie widziałem tysiące ludzi, którzy z wielkim dostojeństwem i szczerym żalem wylegli na ulice stolicy, by pożegnać patriarchę.
Pogrzeb odbył się z udziałem przedstawicieli wszystkich lokalnych Cerkwi na świecie, z pełnymi honorami, przy udziale gwardii honorowej, wojska, policji i najwyższych władz państwowych.
W czasie Otpiewania nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że zebrani ludzie są odmienieni, inni niż zawsze. Zatopieni w modlitwie, pogrążeni w rozmyślaniu, byli jakby przemienieni i jakże różni od tych zazwyczaj głośnych, niezdyscyplinowanych i trochę chaotycznych Serbów, których znam od lat. Byli to jednak ci sami Serbowie, tylko zebrani wokół swego patriarchy. Byli jakby lepsi, wspanialsi. Jasne stało się, że cichy i skromny trud, nieustanna modlitwa i wierność prawosławiu sprawiły, iż mały i niepozorny starzec Pavle odmienił swój naród.
W życiu często powtarzał proste, ale zarazem najważniejsze prawdy, jego mottem było: Najważniejsze, żebyśmy byli ludźmi. Pogrzeb patriarchy Pawła pokazał, że wiele serc i dusz ludzkich zmieniło się za jego sprawą, a to co mówił i nauczał jest ważne dla Serbów, których był duchowym przewodnikiem, sumieniem i pasterzem. Godnie poniósł krzyż swego narodu.

oo.Michał Czykwin